Jak wlanczam Ale przecież PIS nie nałożyło embargo na N. Na alkohol po zmroku zanosi się. Kupiłem dziś 10 kg cukru. bo nie wiem, jak to zapisać, ale zadzwonić na specjalnie uruchomioną infolinię Narodowego Programu Szczepień (989 lub 22 62 62 989) - możemy zapisać się osobiście lub poprosić o to członka rodziny. Wystarczy, że podamy numer PESEL oraz numer telefonu, przez Internetowe Konto Pacjenta. Po zarejestrowaniu się na szczepienie pacjent otrzyma e-skierowanie. Wystarczy zalogować się na profil zaufany za pośrednictwem rządowej strony gov.pl. Następnie należy wypełnić wniosek o dopisanie do listy wyborczej. W ostatnim kroku podpisujemy dokument za pomocą e-podpisu. Warto podkreślić, że w internetowym wniosku wpisuje się swój adres mailowy. Nie wie jeszcze, jak. Opozycja, w tym Konfederacja, będzie dążyć do bojkotu plebiscytu zaordynowanego przez PiS. Dopiero dziś zapadną decyzje, w jaki sposób to zrobić. – PiS potrzebuje Aby skorzystać z drugiej opcji, należy: wejść na stronę internetową urzędu miasta lub gminy, zarejestrować się na dostępnej platformie rekrutacyjnej, wypełnić wskazany formularz i wybrać przedszkola, do których chcesz zapisać malucha (Uwaga – wybierz trzy placówki, z uwzględnieniem najbardziej pożądanego miejsca), kliknąć W tym roku już po raz 40. odbędzie się Gdańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Pątnicy wyruszą z Bazyliki Mariackiej w Gdańsku już w czwartek 28 lipca (2022 r.). Przed nimi 500 km szlaku. . Ludzie tłumnie wstępują do PiS. - Po wygranych wyborach uznali, że należy sfinalizować współpracę z nami - mówi poseł tej wyszukiwarce Google wpisujemy frazę „jak wstąpić do”. System podsuwa dokończenie tego zdania na podstawie haseł najczęściej wpisywanych przez internautów. Te podpowiedzi to: partii, policji i… Jest lawinowy wzrost za-interesowania. Zaczął się od wygranych wyborów - potwierdza Artur Soboń, poseł PiS, który sam niedawno wstąpił do partii. Przed wyborami parlamentarnymi był sekretarzem Świdnika i nie mógł mieć legitymacji. Po wyborach takie ograniczenia już Sobonia nie 2015 roku w całym kraju PiS miał około 30 tys. członków. Przy zestawieniu z PSL, które ma ok. 140 tys. działaczy, to niewiele, ale znacznie więcej niż Platforma. W 2007 r. do tej partii należało ok. 24 tys. osób. Szczytowy moment to rok 2011 z 50 tysiącami działaczy. Dziś to tylko 17 tysięcy osób. Tylko w latach 2014 - 2015 z PO odeszło 23 tys. osób. Wojciech Wilk, sekretarz regionalnej PO zapewnia, że w województwie exodusu nie było. - Obecnie na Lubelszczyźnie mamy 3 tys. członków - mówi. Czyli tyle, ile latem zeszłego zaznacza, że PO jest w lepszej kondycji niż by się wydawało. - To, co teraz robi PiS, sprawiło, że coraz więcej osób pyta o możliwość wstąpienia do Platformy. Jakiś czas temu „uciekły” nam osoby o poglądach centrowych i skierowały się w stronę PiS. Teraz jednak zobaczyły twarze Antoniego Macierewicza czy Zbigniewa Ziobro i przekonały się, że PiS nie jest żadnym centrum. A właśnie PO jest dziś najmocniejszym filarem opozycji. Osoby, które interesują się wstąpieniem do PO, wcześniej nie uczestniczyły w życiu publicznym, nie działały politycznie, stały z boku. Zmieniają dziś nastawienie. Chcą przeciwstawić się polityce PiS - opowiada Wilk. O ile ludzie w PO pytają o możliwości wstąpienia, to do PiS realnie przystępują. - Właśnie jadę na zarząd regionu i będziemy przyjmować nowych członków - mówi szef zamojskiego PiS, poseł Sławomir Zawiślak. - To osoby, które od dawna działają obywatelsko, a po wygranych wyborach uznały, że współpracę z nami należy sfinalizować - przyznaje wprost. W sumie PiS na Lubelszczyźnie ma ponad 2 tysiące członków. I ma ich być jeszcze więcej. - Dziennie w całym województwie mamy kilkadziesiąt próśb o przyjęcie - ujawnia Soboń. Takiego boomu PiS nie przeżywał nawet w 2010 r., po katastrofie takie powodzenie lewica nie ma co liczyć. W grudniu, po przegranych wyborach z Twojego Ruchu odeszła nawet pierwszoplanowa postać tej partii w Lublinie - były poseł Michał Powiedzmy sobie szczerze: jesteśmy partią opozycyjną i nie możemy naszym członkom zaoferować „fruktów” jak ugrupowania rządzące. Ale wielkiego odpływu członków nie zauważamy. Obecnie SLD ma w województwie 1137 członków - mówi Piotr Zawrotniak, sekretarz wojewódzkiego SLD, które o mandaty do Sejmu walczyło w koalicji razem z PSL właśnie zaczynają się podliczać w ramach kampanii sprawozdawczo-wyborczej. Daniel Słowik, dyrektor biura regionalnego PSL, o liczby jest spokojny. - Lekko będzie 10 tysięcy na Lubelszczyźnie - mówi i przyznaje: - W 2012 roku, kiedy ostatni raz robiliśmy takie podsumowanie, było nas w województwie kilkanaście tysięcy. Soboń: - Chcą się do nas przyłączyć również osoby działające wcześniej w innych partiach, udzielające się w ugrupowaniu Pawła Kukiza i np. działający w lubartowskim zarządzie powiatowym PSL. Liczba wyświetleń: 1425Jedną z największych obrzydliwości, jakie można było uczynić Andrzejowi Lepperowi już po śmierci, było wpisanie go w kolejną fałszywą opowieść Jarosława Kaczyńskiego o Polsce. Tymczasem 10 lat od śmierci Andrzeja Leppera nadal brak jest w Polsce politycznej woli, by wyjaśnić sprawę jego tajemniczego nadbudowaRządzący obecnie Polską obóz polityczny, zasadza się na co najmniej kilku mitach, z których część ma charakter kluczowy dla powodzenia w walce o władzę. Wierzy w nie zresztą całkiem sporo ludzi, choć czasami nieświadomie. W pierwszej kolejności, bracia Kaczyńscy, budowali swoją pozycję polityczna na krytyce Lecha Wałęsy, jako symbolu polskiego kapitalizmu. Ułomność ustroju ekonomicznego III RP miała wg protoplastów dzisiejszego PiS polegać nie na tym, co go charakteryzuje systemowo (produkcja na zysk, prywatyzacja, peryferyjny status Polski w zachodniej siatce sojuszy), ale na rzekomej zdradzie Wałęsy, tu występującego jako TW Bolka. Kaczyński trafił doskonale, bo Polacy lat 90-tych naprawdę chcieli wierzyć w swój sukces w nowej rzeczywistości, ale potrzebowali też wiedzieć, dlaczego się to nie młodszym, ale również doskonale oddziałującym na emocje mitem, jest narracja dotycząca katastrofy smoleńskiej. Jest niespójna, bo czasem mamy jedną, a czasem trzy bomby w samolocie, ale w gruncie rzeczy Lech Kaczyński ma być tym wielkim przywódcą, którego przestraszyli się Rosjanie i postanowili go w połączeniu z trudną historią relacji polsko-rosyjskich, dało Prawu i Sprawiedliwości potężne paliwo, które wystarczyło do uchwycenia władzy w 2015 czas tu i nie miejsce na dekonstrukcję tych cudownych opowieści o Polsce, ale dotknęło to także pamięć o Andrzeju Lepperze. Tu jednak nie było zbyt łatwo. Wielu pamiętało aferę gruntową, wg której scenariusza wicepremier Lepper miał być wyprowadzony w kajdankach na oczach kamer. Pewnie są też tacy, a w każdym razie w internecie nietrudno tę wypowiedź odnaleźć, pamiętający słowa Jarosława Kaczyńskiego, który miał „wysłać za Samoobroną CBA”. A jednak nie przeszkadzało to od samego początku rozsiewać fake-newsów o chłopskim liderze. Gdy ciało Przewodniczącego było jeszcze ciepłe, redaktor naczelny Gazety Polskiej, Tomasz Sakiewicz zaczął głosić bajki, jakoby Lepper chciał się z nim i Jarosławem Kaczyńskim spotkać, zapewne wzajemnie się przeprosić i dołączyć do tego, co rzeczywiście się wtedy działo, jeszcze wrócimy, ale do ataku przystąpili także inni mniej lub bardziej rozgarnięci ludzie wspierający obóz władzy, na czele z Wojciechem Sumlińskim, który we współpracy z byłym agentem bezpieki, Tomaszem Budzyńskim popełnił „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera”, z których miało wynikać, że byłego wicepremiera zamordowały oczywiście wschodnie służby do spółki z obozem Donalda Tuska. W podobnym tonie, szukając winnych w rosyjskojęzycznych, poruszył temat dokument „Tajemnica śmierci Andrzeja Leppera” w TVP, gdzie zresztą głównym ekspertem był inny hochsztapler, Zbigniew po upadku koalicjiA jak rzeczywiście wyglądały relacje Przewodniczącego Samoobrony z PiS już po rozwiązaniu Sejmu V kadencji? Lepper domagał się sprawiedliwości w związku z aferą gruntową, przy której organizacji dopuszczono się wielu nadużyć. Zresztą właśnie za to obecny minister Mariusz Kamiński otrzymał wyrok bezwzględnego więzienia, choć sprawę zakończył swoim osobliwym „ułaskawieniem” Prezydent Andrzej byłego wicepremiera spór z siepaczami Kaczyńskiego miał charakter kluczowy, postrzegał to jako sprawę honorową, konieczność oczyszczenia swojego nazwiska. Autor tego tekstu rozmawiał z nim zresztą o tym wielokrotnie, także niedługo przed jego zagadkową 2007 roku, a więc od wypadnięcia Samoobrony z polskiego parlamentu, do dnia śmierci Andrzeja Leppera, odbyły się jeszcze trzy istotne starcia wyborcze w skali kraju. Wybory do Europarlamentu w 2009 roku, wybory prezydenckie w 2010 roku oraz samorządowe, również w roku 2010. W żadnych Samoobrona nawet nie rozważała jakiegokolwiek pojednania się z PiS, a wręcz nadal atakowała partię Kaczyńskiego w swej narracji, głównie ze względu na niezrealizowanie programu Solidarne wyborach prezydenckich Lepper zdobył niewiele ponad 1% poparcia, ale nawet tego nie zdecydował się przekazać liderowi PiS w II turze. W skrócie: w latach 2007-2011 nie stało się nic, co by choć trochę ocieplało relacje Samoobrony z PiS. Andrzej Lepper bywał gościem komisji śledczej ds. nacisków, badającej nielegalne działania PiS-owskiej bezpieki wobec jego porządku dodajmy jednak, że w przeciwieństwie do innego byłego koalicjanta PiS, Romana Giertycha, Lepper nie zaczął się też wcale przytulać z rządzącymi w latach 2007-2015 liberałami. Przeciwnie, organizował nawet blokady dróg niczym w latach 90-tych, przeciwko antyrolniczym poczynaniom rządu. Andrzej Lepper nigdy nie pogodził się z trwałym podziałem politycznym w Polsce, na spór między dwoma skrzydłami postsolidarności: Platformą Obywatelską oraz Prawem i Sprawiedliwością. Feralnego 5 sierpnia 2011, gdy współpracownicy znaleźli jego zwłoki, trwały negocjacje z Polską Partią Pracy nt. stworzenia bloku wyborczego w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Lider Samoobrony pozostał więc do końca życia politykiem spoza Łukaszenko?W obliczu bezpardonowych ataków na Białoruś, takie porównanie może mieć wydźwięk kontrowersyjny, ale przecież prawdą jest, że Andrzej Lepper pozostawał bodaj jedynym tak głośnym polskim obrońcą rządów Aleksandra Łukaszenki. Nie chodzi tu jednak o interesy (o których dużo pisało się po jego śmierci), czy ogólnie prowschodnie przekonania lidera Samoobrony, ale w dużej mierze o analogiczne pozycje polityczne, jakie Lepper i Łukaszenko zajmowali w swoich krajach. Obaj byli spoza establishmentu, wywodzili się z rolniczych klas społecznych ulegających pauperyzacji po restytucji kapitalizmu w Polsce i na Białorusi. Tu oczywiście zachodziła pewna różnica, polegająca na tym, że rolnicy w PRL nie byli skolektywizowani w takim stopniu jak w ZSRR, co przełożyło się w sposób oczywisty na inne postulaty Leppera i Łukaszenki w tej co jednak decydowało o sukcesie obu liderów, to fakt iż obaj wiedzieli, że ich macierzyste klasy społeczne to za mało, by zdobyć poparcie większości społeczeństwa, więc wyciągali ręce także do innych grup, na czele z miejską klasą robotniczą, również poszkodowaną w wyniku załamania się ustroju białoruski prezydent jak i lider Samoobrony, konsekwentnie występowali przeciwko imperializmowi, krytykując publicznie wojny rozpętywane przez USA, obaj uważali, że podstawą pokoju w regionie są dobre relacje między słowiańskimi krajami. Leppera i Łukaszenkę łączyły również przekonania odnośnie aktywnej roli państwa w narodowej tym ujęciu widać wyraźnie, że Andrzeja Leppera nie mogło połączyć nic trwałego z Prawem i Sprawiedliwością. PiS to partia jednoznacznie proamerykańska i także prozachodnia, postrzegająca rolę Polski jako konfrontacyjną wobec Wschodu, nienegująca pryncypiów kapitalizmu, a jedynie próbująca go pudrować za pomocą ustawodawstwa socjalnego. Wreszcie, motywem przewodnim wielu działań partii Kaczyńskiego, są sprawy kulturowo-obyczajowe, od których Andrzej Lepper przez całą swoją karierę starał się abstrahować jak tylko było to 10 lat od śmierci Andrzeja Leppera i nadal brak jest w Polsce politycznej woli, by tę sprawę wyjaśnić. PO i PiS pozostają zadziwiająco zgodne co do tego, by pozostawić ją bez dalszego biegu i to mimo, że ogromna większość narodu polskiego nie wierzy w oficjalną wersję o samobójstwie. Tymczasem my, którzy byliśmy z nim aż do końca, mamy obowiązek by dbać o jego Tomasz Jankowski Źródło: Andrzej Sośnierz, po odejściu z klubu PiS opowiada dosadnie o tym, czym stała się Polska po sześciu latach rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. Obraz jest bardziej niż przerażający. Zdaniem Sośnierza, „próbuje się szukać haków, by załatwiać polityczne interesy”. Żeby zaś zrobić karierę „trzeba zapisać się do partii”. – […] jak tak rozmawiamy o tym, to trochę przypominają mi się czasy komuny. Zresztą nie tylko w tej sferze. Naprawdę nie mogłem już patrzeć na to, kogo zatrudnia się w państwowych firmach. Przecież tam umieszczono tabuny różnego rodzaju Dyzmów, karierowiczów, ludzi po prostu niekompetentnych – mówi Sośnierz. – Trzeba być w partii, żeby mieć fuchę. No dajcie spokój! Znowu promujemy miernych, biernych, ale wiernych. I to nawet nie z łapanki ich bierzemy, bo oni się sami garną. Brzydziło mnie już to wszystko. No i do tego jeszcze są media – opowiada były poseł PiS. Źródło: Konwencja programowa PiS i zjednoczonej prawicy odbywa się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym przy ul. Olimpijskiej w Katowicach. Konwencja rusza w piątek, 3 lipca o godz. i otwiera je przemówienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Po nim głos zabierze Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. Spotkania z ekspertami, dyskusje i przemówienia zaplanowano na trzy kolejne dni aż do niedzieli. Przez ten czas w katowickim centrum odbędą się panele dyskusyjne na temat polityki rodzinnej, rozwoju gospodarki, Polonii, rolnictwa, ale też o cyberbezpieczeństwie czy wynikach wyborów. W konwencji oprócz partyjnych działaczy z całej Polski mogą wziąć udział wszyscy zainteresowani wyborcy. Jak zapisać się na konwencję? PiS uruchomił możliwość zapisów przez internet. Wystarczy wybrać konkretny panel dyskusyjny i zarejestrować się na stronie. Plan Konwencji Programowej PiS, 3 lipca, piątek Po uroczystym otwarciu konwencji i przemówieniach prezesów, zaczynają się panele dyskusyjne w tematach: Gospodarka i rozwój, Polityka energetyczna, Społeczeństwo obywatelskie i rozwój społeczny. Plan Konwencji Programowej PiS, 4 lipca, sobota Na sobotę zaplanowano wystąpienia programowe wiceprezes PiS Beaty Szydło, Przewodniczącego Rady Programowej prof. Piotra Glińskiego. Panele główne oraz panele specjalistyczne, na temat gospodarki morskiej, polityki historycznej i rodzinnej. Plan Konwencji Programowej PiS, 5 lipca, niedziela W niedzielnym programie konwencji są wystąpienie programowe i wystąpienia finałowe. Panel główny oraz panele specjalistyczne o polityce surowcowej i dawnych miastach wojewódzkich. Zobacz też: Lech Wałęsa o tajemniczej CHOROBIE: Odchorowywałem z pół roku! Leszek Kalinowski Reforma to nie tylko likwidacja gimnazjów. Zmieni się cały system edukacji. Wielu rodziców ma różne obawy i pytania. Na przykład: Czy w przedszkolach wystarczy miejsc dla trzylatków? - No i znów sześciolatki zostaną w przedszkolu. Czy to oznacza, że zabraknie miejsc dla trzylatków? - pyta pani Aldona, mama Julki i Mikołaja. - Słyszałam, że problemy z miejscami będą co roku. Martwię się, bo mam dwójkę dzieci. A zależy mi, żeby poszły do przedszkola w tym i przyszłym roku. Polityka miasta w ostatnich latach była taka, by w szkołach podstawowych odpowiednio przygotować bazę dla najmłodszych dzieci. I przeszkolić kadrę. Wszystko to miało spowodować i tak też się działo, że rodzice sześciolatków chętnie zapisywali swoje pociechy do szkół. W roczniku połowa sześciolatków szła więc we wrześniu na lekcje. Kiedy wybór miał zastąpić obowiązek i wszystkie sześciolatki poszłyby do szkół, miasto odetchnęło z ulgą. Bo to oznaczało, że w przedszkolach będzie luźniej. Wszystkie chętne trzylatki znajdą w nich miejsce. A chętnych przybywało z roku na rok. Także dlatego że barierą nie były już opłaty. Rodzice muszą płacić tylko za wyżywienie, ewentualnie dodatkowe zajęcia. - W mieście 98 procent trzylatków chodzi do przedszkola. Tendencja jest taka, że pewnie niebawem będzie to sto procent - mówi wiceprezydent Wioleta Haręźlak. Przedszkola miasto tworzy w szkołach Miejsc w przedszkolach z roku na rok przybywa. A to za sprawą uruchomienia największej tego typu placówki w mieście w Zespole Edukacyjnym nr 3 na os. Pomorskim, a także zagospodarowywaniu dodatkowych pomieszczeń w istniejących przedszkolach. Czy w tym roku rodzice trzylatków mogą spać spokojnie? Nikt nie zostanie odprawiony z kwitkiem? Na ostatniej sesji powołano do życia Przedszkole nr 46 w miejscu Akademii Talentów. Placówka wejdzie w skład - razem z SP-11 - do nowo tworzonego Zespołu Edukacyjnego nr 9. Ale na wyjaśnia wiceprezydent, z tego powodu miejsc nie przybędzie. Miasto natomiast postanowiło, że Szkoła Podstawowa nr 6 przy ul. Moniuszki przeniesie się do Gimnazjum nr 3 i V LO przy ul. św. Kingi. Na jej miejscu powstanie zaś ośmiooddziałowe przedszkole. Do tego w istniejących placówkach zagospodarowywane będą kolejne pomieszczenia. Dzięki temu, zapewnia wiceprezydent, miejsc dla trzylatków nie zabraknie. Choć nie da się tak ich przygotować, by każdy maluch znalazł miejsce w placówce najbliżej jego domu. Takie rozwiązania nie bardzo podoba się niektórym rodzicom, którzy ślą także do naszej redakcji listy z pretensjami. - Miasto powinno zabezpieczyć miejsca wszystkim tam, gdzie chcą - uważa pani Elwira, mama małej Jagody. Innego zdania jest pani Iwona, mama trzylatki Julki. - Też bym chciała, żeby moje dziecko chodziło do przedszkola obok mojego domu - przyznaje. - Ale zdaję sobie sprawę, że po pierwsze miasto nie ma obowiązku zapewnienia wszystkim trzylatkom miejsca. Po drugie przez reformę i zmiany PiS cały wcześniejszy plan miasta poszedł w łeb. Rząd sobie coś wymyśla, a samorządy muszą się same borykać z problemami. Dobrze, że będzie nowe przedszkole przy ul. Moniuszki. Jak będzie trzeba, to właśnie tam będę dowozić swoje dziecko. Nabór do przedszkoli rozpocznie się w środę, 12 kwietnia br. Od tygodnia natomiast rodzice obecnych przedszkolaków mogą składać deklarację, że ich dziecko w kolejnym roku pozostanie w danej placówce. Czas na to mają do wtorku, 11 kwietnia. Po tym terminie deklaracje nie będą rozpatrywane. W środę, od godz. udostępniona zostanie w systemie rekrutacyjnym oferta przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w podstawówkach. Rodzice będą musieli złożyć odpowiedni wniosek w terminie od 18 kwietnia do 5 maja. Komisja weryfikacyjna zajmie się nimi do 12 maja. Opublikowanie list dzieci zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych zaplanowano na 24 maja o godz. Wtedy to rodzice od 24 do 29 maja będą musieli potwierdzić wolę przyjęcia do wskazanej placówki. Opublikowanie list dzieci przyjętych i nieprzyjętych odbędzie się 31 maja o godz. Wzorem lat ubiegłych, nabór prowadzony będzie przy wsparciu systemu elektronicznego ( Do oddziałów przedszkolnych w podstawówkach oraz oddziału Miejskiego Przedszkola nr 18, zlokalizowanego przy ul. Jana z Kolna 10, przyjmowane będą tylko dzieci sześcioletnie (urodzone w 2011 roku). Korzystanie z wychowania przedszkolnego, na zasadach obowiązujących w miejskich placówkach, możliwe jest także w dwóch przedszkolach publicznych, prowadzonych przez osoby fizyczne. Chodzi o przedszkole „Jacek i Agatka” przy ul. Zachodniej 61 oraz Krainę Baśni przy ul. Waszczyka 4a, 4b, 4c. Placówki te przeprowadzają nabór dzieci, stosując kryteria, terminy i zasady, obowiązujące w rekrutacji do przedszkoli miejskich. Nabór prowadzony jest wyłącznie na wolne miejsca. Miejskie Przedszkole nr 46 przy ul. Rzeźniczaka 1, z powodu braku wolnych miejsc, nie będzie prowadzić naboru na rok szkolny 2017/2018. Dzieci, obecnie uczęszczające do Akademii Talentów zostaną przyjęte do przedszkola nr 46, które rozpocznie swą działalność 1 września br. (rodzice muszą złożyć deklarację o kontynuowaniu edukacji przedszkolnej tym samym miejscu). Warto też dodać, że rodzice składając wniosek mogą wskazać maksymalnie trzy przedszkola. Muszą wpisać swoje preferencje w kolejności od tego, na którym im najbardziej zależy. Wniosek trzeba złożyć w placówce, wskazanej w pierwszej preferencji. Czeka nas nie tylko likwidacja gimnazjów Reforma oświaty, która ma wejść w życie 1 września, powoduje też zmiany w szkołach. Nie będzie naboru do gimnazjów. Szkoły te zmienią się w podstawówki i licea. To oznacza np. że nie wszyscy nauczyciele obecnych gimnazjalistów będą uczyć młodzież w nowym roku szkolnym. W gimnazjach, które staną się SP, obok klas II i III pojawią się też uczniowie zerówek, klas pierwszych, a także czwartych i siódmych. W gimnazjach, które będą ogólniakami, obok klas II i III pojawią się licealiści. W istniejących podstawówkach może się okazać, że klasy czwarte i siódme będą mniej liczne, bo część uczniów przejdzie do nowo tworzonych szkół. Sprawi to więcej problemów choćby z planem czy organizacją pracy placówek. - To dobra zmiana. Reforma dała rodzicom wybór - mówi Krystyna Jamruz-Bobrowska, mama szóstoklasisty. - Gminy są po to, by wykonywać to, co postanowi rząd. To ich obowiązek. - My nie chcieliśmy tej reformy. Ona nie jest dobrze przygotowana - mówi prezydent Janusz Kubicki. - Mamy cztery miesiące, by cały system oświaty wywrócić do góry nogami. Na ostatniej sesji radni przyjęli nową siatkę szkół w mieście. Choć nie obyło się bez ostrych słów i dość dziwnego głosowania. Radnym PO i Zielonej Razem chodziło o to, by sieć ustalić. Bo rodzice muszą wiedzieć, jakie szkoły będą od 1 września. - Zostaliśmy postawieni pod murem - tłumaczą radni swoje zachowanie. - Z drugiej strony chcieliśmy jakoś zaznaczyć, że to, co narzuca nam rząd, nie jest przez nas akceptowane. Robert Sapa (PO) zauważył, że nie tylko duża część nauczycieli, samorządów, ale i rodziców jest niezadowolona. Według niego rząd jednak nie słucha żadnych argumentów... Poza tym, jak podkreśla Sapa, to koszty. Zielona Góra musi teraz wydać 20 mln zł, by dostosować się do wymogów reformy. Pieniądze te powinien dać rząd. Tymczasem nagle musi je znaleźć miasto. - Jak wprowadzano sześciolatki do szkół, też miasto musiało wydać pieniądze na dostosowanie placówek do małych dzieci - przypominał Jacek Budziński (PiS). - PO nie protestowało. - To były sensowne zmiany. W całej Europie dzieci idą wcześniej do szkoły niż w Polsce - ripostowali radni PO. - Teraz robimy krok w tył. Jednocześnie radni przyjęli apel do premiera i prezydenta, by wstrzymał reformę oświaty. Jarosław Kostecki z Forum Rad Rodziców podkreśla, że nikt nie mówi: Stop zmianom! Tylko muszą być one sensowne, dobrze przygotowane. - Jest jeszcze czas, żeby reformę odłożyć o rok. Przeprowadzić rzetelne konsultacje. Dobrze się zastanowić, co wprowadzamy, co odkładamy na lata - tłumaczy prezes lubuskiego Związkku Nauczycielstwa Polskiego Bożena Mania. Związek wraz z 14 koalicjantami stowarzyszeniami rodziców, My Zielonogórzanie, OPZZ, PO, Nowoczesną... chce przeprowadzenia referendum w sprawie oświaty. - Logistycznie zmiany w szkołach rozpoczną się dopiero w czasie wakacji, więc można jeszcze zatrzymać reformę na rok - uważają przeciwnicy zmian od 1 września. Inaczej sprawę widzą zwolennicy reformy. Ich zdaniem reforma to spełnienie obietnic złożonych przez PiS w kampanii wyborczej. Polacy popierają te zmiany. Reforma jest dobrze przygotowana. I uczniowie na niej skorzystają. - Choćby powrót do czteroletnich liceów - mówi nauczyciel z jednego z gimnazjów. - Nikt mi nie powie, że to nie będzie z korzyścią dla młodzieży. Zdaniem emerytowanego nauczyciela Tadeusza Brzozowskiego, oświata wymaga zmian, bo zmienia się świat. Inne są dzieci i młodzież. Inne są możliwości. Dziś wszystkie wiadomości są w telefonie. Powinniśmy uczyć umiejętności a nie wkuwania na pamięć. I w tym kierunku powinniśmy iść.

jak zapisać się do pis